MĄDRE RODZICIELSTWO

MĄDRE RODZICIELSTWO

rodzicielstwo_1

Czy istnieje jednoznaczna definicja mądrego rodzicielstwa? Wbrew pozorom chyba byłoby trudno stworzyć taką definicję bowiem my dorośli w różny sposób pojmujemy dobro dziecka. Nie budzi chyba jednak wątpliwości to, że mądre rodzicielstwo utożsamiamy z mądrym wychowaniem.

Wychowanie to proces, który przebiega w każdej rodzinie inaczej, wg. różnych uwarunkowań (tradycji, wiedzy przygotowania, statusu ekonomicznego etc.). Jednak w procesie mądrego wychowania, mądrego rodzicielstwa istnieją pewne zasady (pryncypia) ogólne, które muszą być bazą.

Wymienię te, które moim zdaniem są najważniejsze: zapewnienie dziecku poczucia bezpieczeństwa fizycznego i emocjonalnego, uważność na potrzeby dziecka, uczenie go obowiązujących norm i zasad społecznych, dawanie dziecku siebie w sensie czasu, zainteresowania, pomocy i wsparcia, traktowanie dziecka w sposób podmiotowy z pełnym respektowaniem praw dziecka (człowieka).

Oczywiście wiele innych zasad można by jeszcze podawać i przekonywać świat dorosłych, że są one podstawowymi elementami mądrego wychowania. Może jednak prościej będzie jak posłużę się kilkoma przykładowymi sytuacjami życiowymi, które mogą się zdarzać w rodzinach. Poprzez opisy tych sytuacji pragnę powiedzieć, że każda z nich,  jak i tysiące innych wymaga od rodziców świadomości, że to co robimy lub czego zaniechamy, jak traktujemy dziecko, jego potrzeby, emocje będzie miało kolosalny wpływ na okres dzieciństwa ale i  niewątpliwie na całe życie człowieka.

Podwórkowe dzieci

Tak się składa, że współcześni rodzice mają wyjątkowo mało czasu dla własnych dzieci. Słyszy się o ogromnym zapracowaniu, kilku etatach, zmęczeniu, stresach, które mają być przyczyną, że zbyt mało czasu poświęca się dziecku.

Niektórzy rodzice czują się rozgrzeszeni, uspokojeni, gdy dziecko siedzi przed telewizorem czy komputerem i ogląda bądź gra we wszystko „jak leci”. Jeżeli telewizja, bądź Internet nie wypełniają całego czasu dziecka, rodzicom zdarza się „zalecić” wyjście na podwórko. Wówczas czują tzw. święty spokój. To co ono robi na tym podwórku często nie budzi już w najmniejszym stopniu niepokoju rodziców. Gdyby zapytać niejednego z rodziców z kim i w jaki sposób dziecko bawi się, najczęściej mogliby nie umieć odpowiedzieć.

A to podwórko „rządzi się swoimi prawami”. Nie zawsze dzieci grają w piłkę, bawią się w chowanego, w głuchy telefon czy skaczą przez gumę. Większość współczesnych dzieci zresztą nawet nie zna takich zabaw czy gier. Na tym podwórku mogą również uczyć się agresji, dewastacji, brzydkich słów, zdobywają pierwszą wulgarną wiedzę seksualną.

Jeżeli nawet ktoś z przypadkowych dorosłych jest świadkiem wulgarnego czy agresywnego zachowania grupy wyrostków, na ogół nie reaguje, bo po co spotkać się z pyskowaniem czy wyśmiewaniem ze strony „dzieciaków”.

W taki właśnie sposób podwórko staje się osobnym – zamkniętym światem dziecka. Światem pozbawionym jakiejkolwiek kontroli i wpływu dorosłych. Nie mamy więc pewności  czy nasza pociecha przez zupełny przypadek ”nie zwiąże się” z grupą młodych przestępców lub narkomanów. Ale dziecko musi przecież mieć kontakt z rówieśnikami, musi się z nimi bawić i wśród nich rozwijać. Więc jak zapobiegać i uchronić malca od zagrożeń podwórka?

Metodą może być poznanie znajomych naszego dziecka, niech jego koleżanki i koledzy nie będą dla nas anonimowi. Zapraszajmy inne dzieci do naszego domu. Przecież rozmowy, śmiechy, zabawy nie muszą odbywać się na klatce schodowej między piętrami czy pod drzwiami z domofonem. Nasze dzieci mogą przecież przyjmować swoich gości we własnym domu. Dzięki temu będziemy wiedzieć z kim spotyka się dziecko, jacy są jego koledzy. Jeżeli poznamy rówieśników naszych pociech będziemy mogli bez trudu rozpoznać ich na podwórku i być spokojniejsi o nasze dziecko. Metodą jest także poznanie rodziców koleżanek i kolegów z podwórka. Daje to możliwość doglądania dzieci na powietrzu na zmianę. Dzięki temu jeżeli nie ma nas w domu to na przykład mama Kasi czy Marka może doglądać bawiących się maluchów.

Pamiętajmy, że wiedza o tym co robi nasze dziecko jest niezwykle ważna. Jeżeli nie będziemy mieli tej świadomości możemy nie uchronić naszych pociech przed zagrożeniami ulicy. Przecież to właśnie pod naszym blokiem mogą spotykać się narkomani  czy młodzi złodzieje, którzy chętnie przyjmą do swojego grona dziecko z „dobrego domu”. To właśnie dzieci z „dobrego domu” często znajdują znajomych w grupach przestępczych. Bo młody człowiek pozbawiony dostatecznej opieki rodziców będzie szukać nowych znajomych, nowych wartości, które mogą być katastrofalne w skutkach. Poza tym zbyt mały kontakt z rodziną  może spowodować zaburzenia więzi, a wartości, które wpajamy dziecku od małego mogą się zdewaluować w zestawieniu z tym co proponuje podwórko. A pamiętajmy, że brak dostatecznej więzi z rodziną i fascynacja młodego człowieka światem ulicy to już tylko jeden krok do przestępczości.

 

Dziecko w konflikcie dorosłych

W zasadzie  w każdej, nawet najbardziej kochającej się rodzinie mogą zdarzyć się problemy, kłótnie, nieprzyjemne wymiany zdań. Bardzo trudno jest wówczas kontrolować emocje, zwracać uwagę na to, aby dziecko nie słyszało. Jeżeli jednak takie burze zdarzają się sporadycznie, a potem następuje pojednanie, którego dziecko jest również świadkiem – wszystko się stabilizuje. Również dziecko upewnia się, że rodzice się kochają, są dla siebie dobrzy.

Gorzej gdy dzieci są świadkami częstych, ponurych scen, podczas których małżonkowie obnażają swoje słabości, wyciągają intymne szczegóły własnego pożycia argumentując „A niech wiedzą jaki (jaka) ty jesteś, jakiego mają ojca (matkę).” Zdarza się, że kłótnie są nagminne, przeradzają się w awantury. Konflikt małżeński pogłębia się, wytwarza się atmosfera ciągłego napięcia, każde odezwanie się wywołuje zniecierpliwienie.

Taka atmosfera bardzo niekorzystnie odbija się na dzieciach. Są one bezradne wobec nieznanych im jeszcze problemów. Wiadomość, że jedno z rodziców prowadzi podwójne życie, może nawet wywołać szok, dorastającą dziewczynę czy chłopaka doprowadzić do urazów – oni przecież pragną przeżyć pierwszą miłość, wierzą w piękno i szlachetność tego uczucia.

Konflikty takie poza obniżaniem autorytetu obojga rodziców, zaszczepiają często niewiarę w sens życia, zabierają radość dzieciństwa.

Dziecko będące świadkiem awantur rodziców, wciągane w ich „tajemnice” czuje się zagubione. Zadaje sobie pytanie czy ono jest powodem ostatniej domowej awantury. Gdy coraz częściej słyszy groźne, nie do końca zrozumiałe słowo „rozwód”, zaczyna mieć poczucie, że może jest w jakiś sposób temu winne. Może nie było wystarczająco grzeczne, może jest nie dość ładne, a może to jego ciągła choroba jest przyczyną?

Dziecko na ogół początkowo zadręcza się konfliktem występującym między rodzicami, później coraz bardziej obojętnieje.

Zdarza się, że dorośli w swoich rozgrywkach między sobą traktują dziecko jako „kartę przetargową”. Manipulowanie dziećmi to bardzo silna broń dorosłych w walce między sobą. Zacietrzewieni w konflikcie, tracą kontrolę nad emocjami, a także nad informacjami jakimi „karmią” dziecko. Ono chce kochać oboje rodziców, nawet jeżeli oni już dawno przestali kochać siebie. Nie rozumie ich gier, czuje się zagubione, bezradne. U takiego dziecka urazy psychiczne i skrzywdzenie często pozostają na całe życie. Są przyczyną braku zaufania do ludzi, zamykania się w sobie. Bywa, że ten uraz do rodziny rodzi lęk przed założeniem własnej, ponieważ obraz skłóconych, wrogich sobie rodziców, utrwala się na stałe w pamięci dziecka.

Być może rodzice nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, że ich „własne sprawy” są dostrzegane i przeżywane przez dzieci. Często wydaje się, że tylko oni (dorośli) tak cierpią, bo żyją w piekle rodzinnym, jakie sobie nawzajem stworzyli. Mówią, że starali się nie kłócić przy dziecku, że starali się długo ukrywać fakt, iż kryzys dojrzewa do decyzji o rozwodzie. Nie wiedzą, że nawet wówczas, gdy nienawiść lub niechęć nie jest wykrzykiwana w głośnych awanturach, jest „wyczuwalna w powietrzu” – truje jak ulatniający się gaz. A dziecko, jako to najbardziej bezbronne może zapłacić najwyższą cenę.

 

Rodzina 2+1, czyli życie jedynaka, a co gdy pojawi się rywal

Rodzina jednodzietna składa się najczęściej z trzech osób: matki, ojca i dziecka. W rodzinie trzyosobowej, w porównaniu z rodzinami liczniejszymi, czasami niewiele się dzieje. Rodzice mają swoje sprawy, swoje przeżycia związane z pracą zawodową, z obowiązkami jakie pełnią poza rodziną.

Ograniczenie kontaktów z rówieśnikami i przewaga kontaktów z dorosłymi, pociąga za sobą nadmierny wpływ dorosłych na dziecko. Wyraża się to w przyspieszonym rozwoju intelektualnym oraz przedwczesnym przejmowaniu zadań dorosłych i włączaniu się w ich problemy.

Niedostatek kontaktów społecznych jedynaka prowadzi często do osamotnienia. Aby do tego nie doszło, rodzice z pełną świadomością powinni zatroszczyć się o wzbogacenie życia rodziny, a przede wszystkim o dostarczenie dziecku okazji do większej liczby kontaktów społecznych. Kontakty takie mają ogromne znaczenie w wychowaniu dziecka w ogóle, a szczególnie w przypadku jedynaków. Nawet najlepsza, najbardziej „idealna rodzina”, nie przygotuje dobrze dziecka do życia, jeżeli jest oazą zamkniętą w kręgu własnych spraw, nie utrzymującą kontaktów z szerszym środowiskiem.

Postawę rodziców jedynaka, cechuje często nadmierna troska o dziecko, wielka miłość do niego. Rodzice inwestują w dziecko cały kapitał swoich uczuć macierzyńskich i ojcowskich. Jest ono przecież jedyną istotą, o którą muszą się troszczyć, nad którą roztaczają swoją opiekę, za którą czują się odpowiedzialni. Wielka miłość (często określana jako nadmierna), którą jedynacy są otaczani przez rodziców, jest całkowicie uzasadniona. Kogoż mają obdarować swoimi uczuciami matki i ojcowie mający tylko jedno dziecko? O kim mają myśleć, o kogo się troszczyć? A przecież bardzo często jest to również jedyny obiekt miłości i troski babci, dziadka, cioci, wujka i innych dorosłych z najbliższego otoczenia. Niestety taka sytuacja bywa bardzo szybko wykorzystywana przez jedynaka, który utwierdza się w przekonaniu, że jest najważniejszym obiektem zainteresowania. Zwłaszcza, gdy wszystkie jego potrzeby są natychmiast i bezkrytycznie spełniane, wymagania są minimalne. Ani się spostrzeżemy jak ukochany jedynak – oczko w głowie rodziny  przeistoczy się w małego „terrorystę”. W przypadku jedynaka jest szczególnie istotne, aby z pełną odpowiedzialnością uczyć go szacunku, zrozumienia, tolerancji dla innego dziecka, dla jego ułomności, słabości, czasem kalectwa czy jakiejś „inności”.

Nadopiekuńcza zgoda na to, aby dać się terroryzować, prowadzi w prostej linii do unieszczęśliwienia naszej pociechy. Odbiera jej samodzielność myślenia i działania. W przyszłości taki rozpieszczony jedynak będzie oczekiwać dokładnie tego samego co otrzymywał od rodziców, będzie wyrażał niepokój, niezrozumienie i niezadowolenie, jeżeli nie stanie się centralną postacią w nowym środowisku. Zawsze najważniejsze będzie jego własne samopoczucie, komfort psychiczny, nastrój, a otoczenie powinno – jego zdaniem – dostarczać tych wartości.

Zatem może od dzisiaj nasz „ukochany słodki, najdroższy, najpiękniejszy, genialny, wspaniały” jedynak przestanie być traktowany jak „pępek świata”, aby nie stał się małym tyranem – dla jego własnego dobra.

Nasz jedynak żyje w poczuciu absolutnego i niezachwianego szczęścia i oto gdy rodzi się drugie dziecko cała ta sytuacja dość radykalnie się zmienia. Czasami zmienia się już jakiś czas przed urodzeniem drugiego dziecka – kiedy to ta najważniejsza, najukochańsza osoba jaką jest mama nie może w pełni i bez reszty poświęcić się swojemu pierworodnemu.

Bywa przecież, że gorzej się czuje, nie powinna go brać na ręce, uczestniczyć w forsownych zabawach. Dlaczego ta sytuacja się tak zmieniła – dziecko tego nie rozumie. Do tego zdarza się, że cała rodzima poświęca wiele czasu przystosowanie mieszkania, dodatkowe zakupy, ogólnie na przygotowaniach na przyjęcie nowego członka rodziny.

Gdy wreszcie mama pojawia się w domu z wyczekiwanym rodzeństwem, wcale nie okazuje się ono fajnym towarzyszem zabawy. Mały nic nie mówi, a w dodatku nie można go dotykać. O tym aby umiał budować z klocków, jeździć samochodzikami, czy ubierać lalki w ogóle nie ma mowy.

Dorośli, którzy odwiedzają teraz rodzinę, ciągle zachwycają się tym maluchem, pochylają się nad nim. Starsze dziecko traci więc pozycję – tego dotychczas najważniejszego. W domu pojawił się mały rywal.

Starsze dziecko zaczyna się czuć wyraźnie zaniepokojone, czasem wręcz odrzucone. Bywa więc smutne, a gdy i tego nie zauważają, zaczyna za wszelką cenę zwracać na siebie uwagę. Oczywiście winą za swoje poczucie krzywdy obarcza tego małego rywala. To wszystko co stracił, jest przez niego. Przecież dopóki się nie pojawił w domu wszystko było inaczej. Jeżeli dorośli w porę nie zrewidują swojego postępowania niechęć do siostry czy brata może się pogłębiać. Dlatego mimo zajęcia opieką nad maluchem, nigdy nie zapominajmy, że starsze dziecko nie może stracić naszej miłości, zainteresowania i czasu jaki powinniśmy mu poświęcać.

Zanim  drugie dziecko pojawi się w domu, to starsze powinno być przygotowane do tego faktu. Należy dużo z dzieckiem rozmawiać o tym jak będzie gdy mama urodzi braciszka albo siostrzyczkę. Kiedy maluch jest już w domu i budzi powszechny zachwyt dorosłych, nie wolno zapominać, że to starsze ma swoje jakieś dziecięce osiągnięcia, które warto zauważyć, pochwalić. Nie może zabraknąć czasu na pieszczoty, czułości, zabawy ze starszym dzieckiem. Na pewno będzie się też czuło ważne, kochane, gdy razem z nim będziemy wykonywać czynności pielęgnacyjne przy maluchu.

Nie szczędzimy mu wówczas pochwał i zachwytów, choćby szło to bardzo nieporadnie czy wręcz coś się nie udawało. Nie zapominajmy również aby to starsze dziecko miało jak najwięcej kontaktu cielesnego ze swoimi najbliższymi. Jemu też należą się pieszczoty, głaski, przytulanie. Jeżeli będzie odczuwało wyraźną różnicę w zainteresowaniu, miłości będzie się o to dramatycznie upominać. A przecież żadne z rodziców nie chciałoby narazić swojego pierworodnego na cierpienie, tym bardziej, że przecież ogromie go kochają.

Dlatego ciesząc się z rodzicielstwa, nie wychowujmy samolubnego jedynaka ale też gdy pojawiają się kolejne dzieci, uruchamiajmy wyobraźnię i myślenie. Nie dopuszczajmy by jedynak stawał się egocentrycznym samolubem albo gdy pojawi się kolejne maleństwo, niech nie stanie się rywalem dla starszego brata czy siostry.

 

Uczenie uczuć i zasad dobrego wychowania

Chyba każdy psycholog pracujący z dziećmi ma w swoich doświadczeniach zawodowych wiele przykładów skarg rodziców na trudności i kłopoty jakie sprawiają dzieci. Mówią więc o trudnym dziecku, o swojej bezradności wobec niego, o tym, że żadne kary nie skutkują. Często są zdziwieni gdy słyszą, że prawie zawsze kłopoty wychowawcze to skutek, przyczyny zaś, to na ogół błędy  jakie zdarzało się dorosłym wobec dzieci popełniać.

Jedno z podstawowych źródeł kłopotów wychowawczych tkwi w nieznajomości i nieszanowaniu potrzeb emocjonalnych dziecka. Wielu rodziców uważa, że małemu dziecku do prawidłowego rozwoju, pełni szczęścia wystarczy prawidłowe żywienie, odpowiednie ubranie, należyta pielęgnacja. Rodzice niejednokrotnie nie wiedzą, jak doświadczenia dzieciństwa wpływają na rozwijanie się życia uczuciowego dorosłych i jaka jest zależność między prawidłowymi stosunkami w rodzinie, a zdrowiem psychicznym jej członków. W dzisiejszym zabieganym życiu brakuje czasu na okazywanie, pielęgnowanie i rozwijanie uczuć. Pogoń za zdobywaniem dóbr materialnych niezwykle absorbuje współczesnych, dorosłych członków rodziny. Stąd brak czasu na zainteresowanie problemami dziecka, częsty i czuły z nim kontakt. Trudne więc staje się zaspokojenie podstawowej potrzeby emocjonalnej – potrzeby miłości. Malec we współczesnym świecie jest na ogół dobrze wyposażony w ubranie, najnowocześniejsze zabawki, laptopy czy telefony. To wszystko zajmuje dziecko zabawia i faktycznie wypełnia czas. Nie zastępuje tylko rodziców i potęguje jego osamotnienie…

To, że z dzieckiem mało rozmawiamy, że nie słuchamy o jego problemach, że lekceważymy jego kłopoty i radość, że często mamy mu do powiedzenia tylko to, żeby było grzeczne, nie przeszkadzało, a najlepiej dało nam spokój, powoduje, że nie zostaje zaspokojona kolejna ważna potrzeba emocjonalna – potrzeba bezpieczeństwa. Rodzice, którzy odsyłają dziecko do zabawek, komputera, kiedy ono chce powiedzieć coś ważnego, żartujący z ważnych dla niego problemów, obojętni na nieobojętne dla niego sprawy, mają małe szanse na silne więzi emocjonalne ze swoim dzieckiem.

Dzieci, którym zapewniamy poczucie bezpieczeństwa, czynimy silnymi i takimi pozostają w obliczu zagrożeń również w dorosłym życiu. Jednak silne i bezpieczne może się czuć tylko dziecko akceptowane przez rodziców i najbliższych.

Prawidłowo zaspokajana potrzeba akceptacji i uznania, tworzy w dziecku trwałą podstawę do poczucia własnej wartości. Każdy (dorosły również) chce mieć poczucie, że jest zauważany, że potrafi coś zrobić dobrze. Jakże często ci najbliżsi, a więc rodzice, bezmyślnie upokarzają dziecko, ostro wytykając błędy, często przecież nie zamierzone. Bywa to źródłem bólu, żalu, poczucia nie kochania. Dziecko niedocenione czuje się bardziej samotne i nieszczęśliwe.

Czasem próbuje to uznanie pozyskać za wszelką cenę. Żeby zwrócić na siebie uwagę przechwala się, kłamie, podejmuje działania naganne – bo wówczas zaczyna być zauważane. W przyszłości będzie zaś szukać uznania w innej, niekoniecznie pozytywnej grupie.

Niektóre rodziny wybierają niezwykle surowy model wychowania, uważając, że na pewno dobrze wychowują dziecko. Tymczasem te dzieci, które nie mają oparcia emocjonalnego w bliskich, którym brak miłości, które nie są tej miłości nauczone wykazują większą chwiejność uczuciową, są lękliwe, niezdecydowane, a bywa też, że i agresywne. Postrzegane jest jako dziecko źle wychowane.

Przecież wszyscy rodzice chcieliby, aby ich dzieci jak te znające zasady dobrego wychowania. Jesteśmy dumni gdy nasz malec jest chwalony przez obcych za umiejętność odpowiedniego do sytuacji postępowania. Ale przecież to nie przychodzi samo. Tak, jak w każdej podstawowej czynności, tak też tzw. dobrych manier, dziecko musi się nauczyć od dorosłych. Uczy się ich w dwojaki sposób – poprzez mówienie mu o tym, pokazywanie jak to się robi oraz poprzez obserwowanie swoich najbliższych.

Nie można jednoznacznie powiedzieć, od kiedy należy przyzwyczajać dziecko do stosowania pożądanych reguł zachowania. Chciałoby się powiedzieć „od początku”, czyli jak najwcześniej. Od kiedy zaczynamy się komunikować z dzieckiem należy stosować podstawowe słowa dobrej etykiety – proszę, dziękuję, przepraszam. Zwracamy się tak do dziecka i uczymy, aby tak zwracało się do nas, a także do innych osób. Siedząc razem przy stole jak najczęściej chwalmy dziecko za każdy pozytywny przejaw jego dobrego zachowania. Trening czystości w łazience też stanowi jedną z elementarnych zasad  w wychowaniu. Dziecko, nawet zupełnie małe, powinno wiedzieć, że z łazienki nie wychodzi się z opuszczonymi majteczkami, że należy umyć ręce, a potrzebę fizjologiczną sygnalizuje się rodzicowi po cichu.

Zawsze pamiętajmy, że nawet dwu, trzyletnie dziecko bacznie obserwuje to, jak my najbliżsi zachowujemy się i dokładnie nas naśladuje. Trudniejsze zasady czyli tzw. dobre maniery przekazujmy początkowo w zabawie, a potem coraz bardziej serio.

Wpajanie dzieciom dobrych manie na pewno się opłaca. Dorze wychowanym łatwiej żyć – są po prostu lubiani. Nasze najukochańsze maluchy, którym pokażemy i które nauczymy uczuć, będą nie tylko bogatsze emocjonalnie, ale nauczone jak kochać w dorosłym życiu.

Autor: Mirosława Kątna

 

Powrót